Najnowsze
Było nie było – nanofil pod lupą

Swoją przygodę z wędkarstwem zacząłem jako młody szczawik, miałem wtedy jakieś 5-6 lat. Pod bacznym okiem dziadka. Z początku tylko spławik, ale dosyć szybko odkryłem co sprawia mi najwięcej radości. Tak, dobrze się domyślacie, było to łowienie na spinning. W tamtych czasach o dobry sprzęt było ciężko. Na rynku przeważały produkty z ZSRR i NRD, czasem trafiło się cos z Czechosłowacji. Później zaczął pojawiać się wyśmienity jak na owe czasy sprzęt ABU. Dominowały żyłki. Tu już było ciut lepiej bo przyzwoite monofile robiło ABU, a i Niemcy nie odstawali od czołówki.
Alaska 2011 – Ryby, misie i my – część II

”Możecie mieszać wodę trzy dni i nie mieć ani jednego brania. Możecie mieć też farta i każdy z was złapie kilka ryb jednego dnia, ale to mało prawdopodobne... No i pamiętajcie, tylko mucha, bo na spinning się nie liczą...” Te słowa otuchy wypowiedziane przez Josha na pożegnanie zasiały we mnie mały niepokój. Przyciągnąłem ze sobą ojca i dwóch kumpli na drugi koniec świata, żeby zobaczyć co Alaska ma do zaoferowania jesienią, a tu gwóźdź programu może nie wypalić i wyprawa zakończy się małym rozczarowaniem. Szczególnie, że po wczorajszym dniu spędzonym na łódce Josha, nasze wędkarskie apetyty zostały rozbudzone.
Wielki błękit – część I

Czy oglądaliście świetny film Luca Bessona o tym właśnie tytule? Sławę zdobył między innymi dzięki widowiskowym ujęciom oceanu wykonanym przez rewelacyjnego operatora, Carla Varini. Morze miało na filmie bajkowe, turkusowo – atramentowe kolory, które dobrze zapadły mi w pamięci. Wątpiłem, czy taka piękna sceneria, może istnieć gdziekolwiek poza filmową taśmą, a jednak... Ocean otaczający tropikalny archipelag Los Roques w Wenezueli, który odwiedziłem w kwietniu, wygląda dokładnie tak samo - jak żywo przeniesiony ze snu, nierealnie piękny.
Alaska 2011 – Ryby, misie i my – część I

Trzynaście długich miesięcy kazaliśmy Alasce na siebie czekać. Ostatnie dwa dni przed odlotem są trochę nerwowe. Okazuje się, że linie lotnicze KLM zmieniły opłaty za dodatkowy bagaż i żeby ograniczyć wydatki związane z podróżą decydujemy się zrezygnować z dużej tuby wędkarskiej na rzecz mniejszej, spełniającej wymagania. A w ten sposób zaoszczędzone pieniążki po dotarciu do Anchorage mogliśmy z czystym sumieniem przeznaczyć na dokupienie ”całkowicie niezbędnego” sprzętu wędkarskiego.
“Wyprawa szwedzka”

„Wyprawa szwedzka”. Miejsce: Środkowa Szwecja, jezioro składa się z 2 wydłużonych akwenów ( 340h i 140h) połączonych przesmykiem. Data wyprawy : 24-09-2011 do 30-09-2011. Głębokość od 50cm do 30m. Zatoki, wyspy, wysepki, rynny, doły. Dużo zalanych łąk, mnóstwo trzcin. Szczupak, lin, sandacz. Dno miękkie, gdzie niegdzie kamieniste. Kilka miejscówek z ukrytymi głazami. Piękny szwedzki standard. Uczestnicy imprezy to: Przewodnik, o przepraszam - Przewoźnik, Kolega Mr Batson, Kolega Waldi i ja i ... inni Koledzy w innych domkach. No i to jezioro.
Ani diabeł, ani głębina, czyli małym pontonem na dużą wodę – część IV

Pomysł na niniejszy artykuł przyszedł mi do głowy już w trakcie wyjazdu. W zasadzie większą jego część nosiłem w głowie w dniu powrotu do kraju. Niektóre przemyślenia nie wiązały się bezpośrednio z myślą przewodnią, tj. sposobem na eksplorację nieznanego jeziora; eksplorację rozumianą jako identyfikację atrakcyjnego wędkarsko akwenu oraz jego poznanie w stopniu umożliwiającym celowe i skuteczne łowienie. Luźne refleksje zainspirowane tegoroczną wyprawą wydały mi się jednak na tyle ważne z punktu widzenia łowienia ryb w Szwecji w ogóle, że postanowiłem je umieścić w jego ostatnim rozdziale. Pokuszę się także o podanie w niej częściowej statystyki złowień i króciutkie podsumowanie wyjazdu.
“Program Pomocy dla Młodych Rodbuilderów” – konkurs – cz. II

Właśnie tak. Gdy potrafisz już właściwie uzbroić wędkę, kręgosłup znajdujesz w mgnieniu oka, przelotki na blanku rozmieszczasz bezbłędnie, a rękojeść mógłbyś perfekcyjnie wytoczyć z zamkniętymi oczami... pora byś zadbał o detale. I nie chodzi mi tu o wtrącone w omotki metaliczne nici, kolorowe pierścionki w rękojeści, wstawki z czeczoty egzotycznego drewna, czy ozdobne wyplatanki na blanku. Mam na myśli coś, czego w gotowej wędce nawet nie widać. I nie, nie są to ani zgrabnie zeszlifowane stopki przelotek, ani też dokładnie spasowane arbory pod uchwytem kołowrotka. Chciałbym Wam powiedzieć o czymś, na co mało kto zwraca uwagę, a jest niezwykle ważną sprawą.
Festival Muchowy Vision’a 2011 – relacja

Pewnego wrześniowego dnia nad San zjechali się muszkarze z całej Polski (z przewagą południowej). Spotkali się by świętować zakończenie sezonu, razem się uczyć, miło spędzić czas przy kufelku i pogadać o sprawach ważnych i o tym, że Maryna piękny zad ma. Udało się zebrać w jednym miejscu zawodników, freaków, muszkarzy od urodzenia i poprzedniego wcielenia co najmniej, jak i tych, którzy łowią od niedawna, lub też dopiero, jak nasz fotograf – Dawid, dopiero zamierzają zacząć przygodę z muchówką. Pozwolę sobie w opowieści o festiwalu prowadzić skrajnie subiektywną narrację, mieszać fakty, osoby i miejsca, ubarwiać, koloryzować i ...
“Program Pomocy dla Młodych Rodbuilderów” – konkurs – cz. I

Długo zastanawiałem się nad tym, kiedy właściwie rozpoczęła się moja pierwsza przygoda z rodbuildingiem. Nie był to w każdym razie prosty scenariusz, gdzie zasobny w wiedzę zdolny młodzieniec dokonuje ambitnych przeróbek nieudolnie fabrycznie poskładanych wędzisk, lub za uciułane pieniądze kupuje zestaw budżetowych komponentów i kręci z tego piękne i funkcjonalne dzieło sztuki użytkowej. Nawet dzisiaj, kiedy już co nieco wiem i umiem, z podziwem patrzę na niesamowite debiuty kolegów.
Z wędką przez świat – Amazońska adrenalina – rozmowa z Voitkiem – część II

Wpływacie na cichutkie jeziorko zupełni martwe w Amazonii. Nagle zarzucacie wobler i odgłos jego upadku daje tucunare sygnał, że pora na śniadanie – ktoś przecież zaczął polować! Nagle woda eksploduje. W powietrze latają nie tylko małe rybki i fontanny wody, ale wszystko co żyje, nawet kilogramowe i więsze ryby! Tak to jest polowanie tucunare!!! Najgorsze że jedyne co trzeba zrobić to wytrzymać presję i precyzyjnie zarzucić wobler przewidując miejsce następnego ataku!
Ani diabeł, ani głębina, czyli małym pontonem na dużą wodę – część III

W poprzednim rozdziale podałem, jakie konkretnie miejsca w jeziorze są – według mnie – atrakcyjne dla szczupaków, zwłaszcza tych największych, a tym samym – powinny zwracać szczególną uwagę wędkarzy. Zasygnalizowałem w jaki sposób ustalić, wykorzystując teorię jezior stratyfikowanych, na jakiej głębokości prawdopodobnie żerują drapieżniki. Od czego jednak należy zacząć rozpracowywanie łowiska, kiedy już trafimy (a może zanim trafimy?) nad nasze wymarzone jezioro? Co robić w przypadku braku brań i co on może oznaczać? Czy działać spontanicznie – ad hoc, czy według wcześniej nakreślonych ram?
Z wędką przez świat – Amazońska adrenalina – rozmowa z Voitkiem – część I

Szukasz adrenaliny i najwścieklejszych, wybuchowych brań szalonych ryb otwierających poczwórnie utwardzane kotwice w sztucznych przynętach??? A może raczej chciałbyś się zmierzyć z czymś co ciągnie łódkę jak papierowy stateczek w poprzek rzeki i zrywa z łatwością stufuntowe plecionki??? A może wreszcie przećwiczyłbyś skatowaną już pstrągutami muchówkę patrząc czy czasem ryba małpa nie zawiąże szczytówki w supeł??? Wolisz mieć zakwasy po złowieniu 120 około kilogramowych ryb jednego dnia, czy też raczej po walce z jedną ale studwudziestokilogramową??? O amazońskich rybach opowiada Wojtek (Voitek) Kordecki.
Ani diabeł, ani głębina, czyli małym pontonem na dużą wodę – część II

W poprzednim rozdziale skoncentrowałem się na opisaniu ogólnych kryteriów wyboru łowiska, którymi można się kierować przy planowaniu wyprawy na nieznane jezioro. Wśród istotnych czynników wymieniłem: wielkość akwenu, postrzeganą przez pryzmat pory roku i naszych możliwości, podatność na przyduchy, potencjalną presję, topografię i batymetrię, skład gatunkowy ryb zamieszkujących jezioro, a wreszcie potwierdzone informacje na temat wyników osiąganych przez innych wędkarzy – o ile są one dostępne. Trafiony wybór jeziora to nie wszystko; nawet jeżeli teoretyczne rozpracowanie łowienia mamy już za sobą – przed nami jest właściwe, praktyczne rozpoznanie jeziora.
Wywiad z Jazz&FlyFishing

W związku ze zbliżającym się koncertem grupy Jazz&FlyFishing w Polsce, na festiwalu muchowym Vision nad Sanem (16-18 sierpnia 2011) postanowiliśmy przybliżyć Wam ten dość nietypowy zespół Jazzowy. Wywiad z muzykami ukazał się w 3(8) numerze "Sztuki Łowienia" w 2011, a na prenumeratorów (na tych przyszłych nadal czeka) czekała płyta z utworami zespołu z nowego krążka "Slow Walking Water". Co łączy zdaniem Jazz&FlyFishing - jazz i fly fishing? Których muzyków najbardziej cenią? Jakie mają największe marzenie związane z muszkarstwem? Jak to się stało, że zaczęli wspólnie występować?
Obrotówki – jak wykonać?

Obrotówka, przynęta z którą każdy wędkarz spotkał się nie raz, przez jednych doceniana i ulubiona przynęta, przez innych traktowana troszkę po macoszemu, ale w pudełkach każdego spinningisty zawsze ją znajdziemy. Ja należę do tej pierwszej grupy, z racji tego, że lubię majsterkować postaram się Wam troszkę przybliżyć temat, może ktoś z tego skorzysta. Temat samodzielnego wykonywania blaszek, zrodził się dawno temu podczas jednej z wypraw, było tak, przerzuciłem wszystkie przynęty jakie posiadałem, a ryby nie chciały współpracować, wygrzebałem wtedy z dna pudełka ręcznie robioną obrotówkę (przez mojego ,,guru’’), mała poczerniała ze starości, niby nic szczególnego, ale jak zacząłem obławiać dołki w których inna nie skutkowała, zaczęło się.
Ani diabeł, ani głębina, czyli małym pontonem na dużą wodę – część I

Odkąd zacząłem jeździć na ryby, zawsze byłem skazany na odkrywanie dawno odkrytego. Nawet mój Tata, który w początkowym okresie był dla mnie jedynym oparciem i dzielnie prowadził mnie za rękę, poruszał się w temacie nowych łowisk, jak dziecko we mgle. Owszem, w czasach szkolnych przeżył przygodę z wędką, jak chyba każdy chłopiec, wychowujący się w krainie potoków, stawów i lasów. Ale wrócił do wędkowania dopiero, kiedy ja zainteresowałem się rybami, a miałem wtedy 8 lat. Skromne środki, którymi wtedy dysponowaliśmy, nie pozwalały nam w pełni wykorzystywać potencjału rodzimych wód sprzed 25 lat.
Moja przygoda z rodbuildingiem – odcinek 6 – Jacek Suwała

Jacek Suwała jest bardzo skromnym człowiekiem i pewnie nigdy nie napisałby artykułu o własnej przygodzie z rodbuildingiem. Mnie natomiast zależy, aby przybliżyć czytelnikom jerkbait.pl postać Jacka oraz jego pasję, którą wkłada w budowanie wędzisk. Ponadto liczę, że inni pójdą w moje ślady i ujawnią szerszemu gronu „nieznanych rodbuilderów ”. Jacka poznałem bliżej około 12 lat temu, kiedy prowadząc salon wędkarski w Płocku starałem się pomóc wędkarzom w naprawie ich sprzętu. Poprzez naszego wspólnego przyjaciela, uszkodzone wędziska trafiały do domu Jacka w Gostyninie.
Targi EFTTEX 2011 Amsterdam – relacja

Tak całkiem na świeżo, nie tyle dokładna relacja co rzeczy, które zrobiły na mnie największe wrażenie, najbardziej się podobały, a także kilka spostrzeżeń z targów EFTTEX 2011 w Amsterdamie, 17-19 czerwca. Od czego zacząć? Chyba od samego miasta, pełnego rowerzystów, gdzie ze sporym trudem przedzieraliśmy się w stronę miasta. Kanały, łodzie, uśmiechnięci ludzie, mała odmiana po pastewności dnia codziennego...
W pogoni za sumem

BUM! Branie, po trzech godzinach pływania bez kontaktu z ryba w końcu JEST! Zacięcie , silnik na luz, już stoję, poprawka zacięcia. Zaczynamy! Trzy – cztery szybkie pompki kijem i wybieranie linki. Na echosondzie nie było go widać, rynna 9 metrów, wobler szedł po 4 metrach. Ryba daje się podciągnąć w strone łodzi. Jest jakieś 20 metrów ode mnie i skręca mijając mnie przez lewa burtę. Łodź powoli dryfuje. Kontrolny rzut oka na okolice. Jest w miarę czysto. Można sobie pozwolić na spływ conajmniej 300 metrów, problem może być jak wiatr się wzmoże. Ryba już niedaleko łodzi ale oczywiście nie ma szans by ją poderwać do powierzchni.
Jak ja lubię łowić kropki…

Pstrąg jaki jest – każdy widzi. Zwłaszcza w wątkach na forum jemu poświęconych. Oglądamy więc zdjęcia i relacje z połowów. Ryby raz mniejsze, raz większe, ale wszystkie przepiękne. Pstrąg potokowy to jedna z tych ryb, które elektryzują duże grono wędkarzy. To dla nich zapaleńcy potrafią pokonywać kilometry by dotrzeć do rzeki a kolejne wzdłuż jej brzegu. Piszę do rzeki, choć czasami bywa to niewielka rzeczka, siurek, kanalik…
Czwórka w drodze do El Dorado

Gdy mijają 3 dni na łowisku, gdzie czujesz sie gospodarzem. Koledzy mają na koncie 16 wyholowanych sumów, a ty przegraną walkę z życiowym sumem i złamaną ulubioną wedkę, to nie pozostaje nic innego jak robić swoje. Tak jakby to był znów pierwszy dzień.
Prof. J. Rozwadowski o łososiu i wędkach dwuręcznych

Nie każdy z nas zdaje sobie sprawę, że temat wędek dwuręcznych na polskich ziemiach interesował wędkarzy już przeszło sto lat temu. O łososiach i ich połowie prof. Rozwadowski pisał zarówno w swoim Poradniku, jak i na łamach Okólnika Rybackiego. Jak wiele zagadnień nie traci ze swej aktualności, przekonacie się sami czytając poniższe fragmenty pism jednego z prekursorów naszego hobby w przedwojennej Polsce.
Rzeka w kamieniu wykuta

Mongolia się skomplikowała. Jest 50% szans, że uda się ją zorganizować. Natomiast Rosja ... Tu zaczyna się opis, w jakich ilościach i jak wielkie łososie będziemy poławiać. Brzmi bardzo zachęcająco, ale moim marzeniem jest jednak Mongolia. Pojawia się dylemat - co będzie jeśli nie uda się pojechać do krainy Chingis Chana? Hmmm z drugiej strony dwie tak poważne wyprawy w jednym roku?
Program Pomocy dla Młodych Rodbuilderów – inicjatywa jerkbait.pl oraz pracowni Fishing Center

Śledząc artykuły z serii Moja Przygoda z Rodbuildingiem oraz wpisy na forum daje się zauważyć, iż jak każde początki – również te rodbuildingowe nie są proste. Barierą jest na pewno brak możliwości odbycia praktyki na żywo pod okiem bardziej doświadczonych adeptów sztuki montażu wędzisk, trudności może sprawiać również samodzielna konstrukcja urządzeń niezbędnych do budowy wędki. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom i chcąc w szczególny sposób wspierać osoby stawiające swoje pierwsze kroki w rodbuildingu a także zachęcać innych do podjęcia tych kroków, portal jerkbait.pl wraz z pracownią Fishing Center ogłaszają Program Pomocy dla Młodych Rodbuilderów.
Szkierowy debiut – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

Jako młody chłopak, zarażony wędkowaniem przez wujka, spędzałem całe dnie nad jeziorem, łowiąc płotki. Wakacje, wtedy istniało dla mnie takie pojęcie, były wymarzonym czasem, by doskonalić swój warsztat. Spinning był jedynie dodatkiem, który w czasie posuchy uatrakcyjniał czas spędzony nad wodą. Jednym słowem - nie był traktowany poważnie. Mijały lata, a ja ciągle mieszałem we wiadrze, próbując przymilić się tłustym leszczom. Wszystko zmieniło się, kiedy znajomy zabrał mnie na wędkowanie z łodzi. Wtedy każdy z nas złapał po kilka szczupaków. Niby nic takiego, ale dla mnie to był przełom. Od tego czasu nabrałem wiary w to, że można złowić kilka zębaczy dziennie i że niekoniecznie musi być to przypadek. Tak się zaczęła moja przygoda ze spinningiem.
Szkiery Valdemarsvik Maj 2010 – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

Wyprawy na szwedzkie szczupaki stały się już dla wielu z nas stałym punktem wędkarskiego kalendarza. Dla mnie wyprawy do Szwecji to dopiero temat ostatnich lat. Będąc w kraju, czytając relacje z wypraw i artykuły w prasie wędkarskiej (nie mówiąc o materiałach reklamowych organizatorów turystyki wędkarskiej) tworzy się obraz wędkarskiego raju. Biorą, borą i biorą, czasami nie biorą. Rzadko przemknie pesymistyczny ton i to raczej w krótkich postach na forum niż dłuższych materiałach. Ci, którym się nieudało, nie opisują porażek – chcą o nich szybko zapomnieć. Wyjeżdżając do Szwecji też byłem podekscytowany i liczyłem na łatwe rekordy.
Bornholm FISHing – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

O wyprawie na łososiowate marzyłem od lat, więc po pytaniu Andrzeja „czy chcę jechać na Bornholm?”było moje szybkie „no pewnie!”Termin tygodniowego pobytu wypadał na początku kwietnia, miałem 3 miesiące na przygotowania. Andrzej już tam wędkował i miał sprzętowe rozeznanie co i jak. Polecił zabrać jakiś dłuższy spinning, cienką plecionkę i kilka wahadłówek typu „makrela” polspingu. Specjalistyczne przynęty dokupimy w miejscowym sklepie wędkarskim. Stałem się także posiadaczem neoprenowych śpiochów, wodoodpornej kurtki i kompletu bielizny termicznej, raczej niezbędnego ubioru do komfortowego łowienia o tej porze roku.
Alaska 2010 – Wyprawa Lukomata cz. II – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

Wyjeżdżamy z Soldatna do Cooper Landing. Droga wiedzie wzdłuż Kenai River i im bardziej oddalamy się od wybrzeża tym bardziej krajobraz zaczyna nam się podobać. Josh kieruje i opowiada jak skutecznie dobrać się dolly varden do płetwy tłuszczowej, a my saczymy zimne piwko i cieszymy oczy widokami. Dojeżdżamy na miejsce i zaczynają się pierwsze problemy. Mieliśmy zarezerwowany domek nad samym brzegiem rzeki, ale recepcjonistka wpisała źle datę. Na szczęście Josh ma w tej okolicy sporo znajomych i znajduje dla nas pokój w małym motelu. Robimy zakupy w lokalnym sklepie wędkarskim i ruszamy nad rzekę.
Jezioro Czterech Kantonów, czyli tam, gdzie zębaty mówi dobranoc

Schemat jest taki, że Kaczodzioby Bandyta stoi przy trzcinach, w płytkiej wodzie i czai się na płocie, krasnopióry i inne ‘mniej lub bardziej jadalne białoryby’. Tylko, że to nie jest prawda, gdyby tak było, to łapalibyśmy kabany z metra bieżącego. Dlatego też, praktycznie każdy łowca szczupaków, zastanawia się gdzie i kiedy stoją esoxy? Oczywiście najchętniej duże i bardzo duże szczupaki. Jedno jest pewne, duży zębacz nigdy nie wybiera płycizny na metę, a już z całą pewnością nie na dłuższą metę. Kapitalny szczupak preferuje płycizny tylko i wyłącznie wtedy, kiedy ma bezpośredni dostęp do głębokiej wody. Kiedy płycizna znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie głębokiego azylu, możemy się na niej spodziewać dużego szczupaka ... dlatego też, przez większość czasu, powinniśmy łowić głęboko!
Jest takie magiczne miejsce … – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

Coś co nas wędkarzy łączy – marzenia. Żyjemy nimi. Są wśród nich te nierealne, które bliższe są fantazjom, jak chociażby wizje odnalezienia niewiarygodnie rybnego zapomnianego łowiska. Śnimy też o złowieniu rekordowego okazu, co już jest bardziej od nas zależne, ale ciągle w dużej mierze poza strefą naszych wpływów. No i marzenia-plany. Snujemy je, realizujemy setki razy w naszej głowie, ale tylko czasem udaje się je urzeczywistnić. Czasem coś, co zrodziło się w naszym umyśle przechodzi przez te wszystkie stadia. Tak było z „moją Mongolią”.
Relacja z wrocławskiego zlotu JERKBAITłowców – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

Człowiek (tj. wędkarz) istota społeczna – często unika towarzystwa, ale od czasu do czasu lubi nadgonić zaległości. Trzeci raz już zorganizowany został wrocławski zlocik forumowiczów jerkbait.pl. Pierwsze dwa były miłe, ale skromne zarówno pod względem składu jak i sponsorów. Ten w Lubiążu - trzeci już zlocik - zaskoczył w końcu frekwencją – zorganizowany pod nazwą Wrocławski zlocik JERKBAITłowców – przyciągnął 16 wędkarzy i nieco tylko mniej sponsorów.
Alaska 2010 – Wyprawa Lukomata cz. I – “Konkurs XX-lecie Fishing Center”

„Szkocja jest przereklamowana” stwierdził mój tata, kiedy rok temu w październiku trafił nam się jeden dzień nad wodą bez kontaktu z rybą, i kazał się zabrać gdzieś, gdzie mόgłby nałapać się łososi za wszystkie czasy. Najlepiej dużych i żeby brały zanim jeszcze się zarzuci. Wybór był prosty. Jedziemy na Alaskę!24 lipca, w sobotę wieczorem wyruszliśmy z Gdańska, by po przebyciu 7500 mil wyladować w Kenai skąd odebrał nas mój serdeczny kolega Josh, przewodnik wędkarski na Kenai River i zabrał do siebie do Soldotna. Po 31h podróży wreszcie dotarliśmy na miejsce.
“Sztuka łowienia” – Rozmowa z Misako Ishimura

Rozmowa z Misako Ishimura, Panią Kapitan drużyny japońskiej. W planie miał to być wywiad, lecz przeistoczył się w długą i pasjonującą rozmowę, stąd zdecydowałem się porzucić konwencję „pytanie – odpowiedź”, i przedstawić to jako luźną wypowiedź Pani Kapitan. Spotkanie to było dla mnie niesłychanym przeżyciem. Mimo tak dużych różnic – zarówno kulturowych, jak i z racji wieku, z zaskoczeniem zobaczyłem bratnią duszę, tak podobnie myślącą i odczuwającą. Piękny przykład tego, że muszkarstwo jest – używając słów Pani Misako – drogą życia, płaszczyzną zrozumienia i budowania przyjaźni i sympatii. Zapraszam do lektury, ukazującej jak nietypowe podejście do naszego hobby posiadali niektórzy z zawodników na MMŚ.
Trolling prosty jak drut?

Bohater popularnego filmu rzekł kiedyś ustami Bogusława Lindy: „Co ty, k…a, wiesz o zabijaniu!”. Sam pewnie za wiele o tym nie wiedział, ale oponent, do którego przemawiał, najwyraźniej wiedział jeszcze mniej. Ta pamiętna, choć dość prosta – żeby nie powiedzieć: prostacka – sentencja, nieco tylko sparafrazowana, mogłaby zostać wygłoszona przez wielu adeptów trollingu, którzy liznęli już odrobinę trollingowej wiedzy – do pozostałej części braci wędkarskiej.
Bezsens czy wędkarski obowiązek – C&R

Złapać i wypuścić? To po co w ogóle łapać? Początki wędkarstwa znajdują się w epoce kamienia łupanego i wiążą się nieodzownie z pożywieniem. Człowiek rozwijał się przez tysiące lat i jest dzisiaj tym, czym dzisiaj jest. Najinteligentniejszym drapieżnikiem planety. Wraz z człowiekiem rozwijała się technika połowu ryb. W dzisiejszych czasach już prawie nikt nie poluje na ryby z oszczepem, łukiem czy też kamieniem.
Szwecja na dziko – konkurs XX-lecie Fishing Center

O czego zacząć? „Prawdziwa przygoda rodzi się z wielkiego marzenia” mówi Krzysiek, który był „sercem” tej wyprawy. Ale ja tak ładnie pisać nie umiem. A ponieważ to mi przypadła w udziale rola kronikarza – zacznę w typowy dla siebie sposób, to jest od początku. Muszę wszystko poukładać i usystematyzować, pisać krótko i konkretnie, bo pogubię się z kretesem.
“Sztuka łowienia” – Magiczne noce nad morzem

Powszechne jest w Polsce przeświadczenie, że czas troci kończy się, gdy u brzegów pojawiają się belony. Większość wędkarzy, którzy próbowali złowić troć z brzegu latem, powraca o kiju, rozczarowana. Zwykle próbują łowić te ryby tak, jak wiosną czy jesienią. Czy jest to słuszne...? Moim zdaniem nie. Trocie biorą w Morzu Bałtyckim także w lecie, łowienie ich o tej porze roku jest popularne wśród niemieckich i duńskich muszkarzy. Jednak szansę na powodzenie i kontakt z tymi pięknymi rybami mają jedynie nocne marki.
Łowcy prezentują – Bolenie na Hermesa, czyli duże bolenie żerują głębiej

Moja przygoda z Hermesami zaczęła się kilka lat temu. Pierwszego woblera dostałem od mojego serdecznego kolegi, Darka Mleczki z Sulechowa, który zapewniał mnie o skuteczności tej przynęty. Wobler ten przezimował u mnie w pudełku jakiś czas, zanim zdecydowałem się na użycie tej niby-super-przynęty. Łowiłem Hermesem bolenie, lecz były to ryby, które swoimi rozmiarami nie robiły na mnie większego wrażenia…
Sumy Rio Ebro 2010

Tym razem postanowiliśmy, że pojedziemy w pierwszych dniach kwietnia. Liczyliśmy na to, że ryby nie będą zmanierowane przez dużą ilość wrzuconych do wody worów peletu czyli, że będą głodne i złe. Jak te wyliczenia się sprawdziły w praktyce okaże się w dalszym ciągu relacji. Tradycyjnie, zanim znaleźliśmy się we wnętrzu naszego środka lokomocji – samolotu, należało przeskoczyć kilka przeciwności losu w rodzaju limit bagażu, odprawa. Udaje się jednak nie zostać zakwalifikowanym jako terrorysta ani przemytnik i odrywamy się od ziemi planowo wraz z całym potrzebnym do odbycia eskapady majdanem ( no, to okaże się dopiero na miejscu).
Wywiad z Pete Maina dla www.jerkbait.pl

Pete Maina to historyczna postać w Stanach Zjednoczonych. Wyśmienity wędkarz, jeden z najbardziej doświadczonych musky hunterów na świecie. Bohater wielu filmów wędkarskich oraz autor książek, w których dzieli się swoją unikatową wiedzą o połowie musky. Jego imieniem i nazwiskiem sygnowany jest sprzęt zanej wielu forumowiczom amerykańskiej sieci sklepów Bass Pro Shop. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o Pete Maina nadarza się niezwykła okazja - wywiad na www.jerkbait.pl.
Wiosenne jazie i klenie – czyli nauki pod okiem mistrza

Kto z nas nie czeka na pierwsze promyki wiosennego słońca? Tylko najbardziej wytrwali przedzierają się przez śnieżne zaspy w pogoni za kropkowanymi salmonidami. Cała reszta spinningowej braci czeka na marzec - na pierwszą poważną odwilż, przebiśniegi, pierwsze krokusy, choćby te na miejskim chodniku, bazie... W tym artykule znajdziecie zestaw moich obserwacji i wspólnych doświadczeń z Andrzejem Lipińskim w połowie wiosennych jazi i kleni. Ryb, które na przedwiośniu doskonale wypełniają lukę po coraz bardziej ubogich w pstrągi wodach Dolnego Śląska.
Linki muchowe

W tym temacie morze atramentu wylano i hektary lasu wycięto, a jak wiadomo nadal wiele osób nadal nie rozumie o co w tym chodzi. Czym się różni głowica od runningu? Czy linka distance pełna poleci dalej niż zintegrowana głowica? Czy do dużych much lepszy sznur w klasie wędki, cięższy czy lżejszy. Czy linką DT da się rzucać daleko? Takich pytań zarówno na naszym jak i na wielu innych forach nie brakuje, stąd też idea żeby napisać krótki artykuł poglądowy na ten temat.
Z wizytą u Tomasza Sieńko

Pamiętacie okładkę naszego pierwszego numeru? Tę piękną klasyczną muchę Full Dress? Zapewne wielu z Was zastanawiało się, kto jest jej autorem? Pragniemy przybliżyć Wam sylwetkę jednego z najlepszych flytierów w naszym kraju, specjalisty od much Full Dress – Tomasza Sienko. Zapraszamy do lektury wywiadu.
Zelandia – rok duńskiego garbusa cz. II

Udane przedwiośnie narobiło mi smaka na jesień, ponieważ słyszałem, że okonie potrafią być wtedy zdecydowanie bardziej aktywne. Jednak do tego czasu nie miałem wielu okazji powędkować na duńskiej wyspie. Raz czy dwa wybrałem się na nocne sandacze nad dość głębokie jezioro, ale połowiłem jedynie okoni i szczupaków. Okazało się, że nasze polskie metody kompletnie się na tej wodzie nie sprawdzały i trzeba było podejść zupełnie inaczej do sprawy, ale to temat raczej na oddzielny artykuł.
Łowcy prezentują – pstrąg na obrotówki i jigi

Nasze hobby to pasja, w której istnieje wiele indywidualizmu w podejściu do łowienia oraz sporo prywatnych technik łowienia i przynęt. Wszystko to okupione zostało nieprzeliczonymi godzinami spędzonymi nad wodą i często to kiedy, jak oraz na co łowimy, jest pilnie strzeżone i ukrywane przed innymi wędkarzami. Z drugiej jednak strony głęboko wierzę, że jednym z głównych celów i zamierzeń istnienia forum jerkbait.pl jest WZAJEMNA wymiana wiedzy wędkarskiej pomiędzy jego użytkownikami tak abyśmy wszyscy uczyli się nawzajem, jak łowić więcej i skuteczniej - po prostu lepiej. Ponadto nasze forum skupia szeroką rzeszę fantastycznych wędkarzy, z których wielu ma swoje ulubione (bo skuteczne) przynęty o istnieniu, których świat może dowiedzieć się właśnie dzięki nim.
Conquest 51 Shallow Special i Avail

Ultra Lekki casting. Dla niektórych ciekawa odskocznia od spinningowych wklejanek, a dla niektórych zbędna słowa i znienawidzona metoda. Casting w wydaniu „paproszkowym” to wcale nie taka katorga jak się wydaje, nie taki diabeł straszny...Osobiście od dłuższego czasu miałem ciągoty do łowienia okoni na małe przynęty ale nie spinningiem lecz właśnie zestawem z multiplikatorem. Pierwsze próby okazały się niewypałem, tu kij za sztywny, tu plecionka za gruba, tu to i to. Nie poddawałem się i w końcu skompletowałem combo, które według mnie zasługuje na miano ultra lekkiego castingu.
Jerkbait prezentuje: moja przygoda z rodbuildingiem – odcinek 5

Na początku była... potrzeba. Szukałem kija, którego zapewne nigdzie bym nie dostał. Niby zwykłego travela, o bardzo krótkim składzie, ale... z pazurem. I najlepiej za małe pieniądze, żeby w razie dość prawdopodobnego uszkodzenia nie było mi go żal. Za szafą miałem trochę ‘resztek’ wędek, więc postanowiłem samemu coś zmajstrować. Jedyne, co musiałem kupić to kilka odpowiednich przelotek.
Keith Kavajecz & Gary Parson – experci od walleye

Zapraszamy serdecznie do wywiadu z expertami od połowu amerykańskiej odmainy sandacza czyli walleye. Tym razem niewątpliwą przyjemność mamy zaprezentować Wam - Keutha Kavejcza oraz Gary'ego Persona. Obaj wędkarze stanowią niesamowicie harmonijny zespół, którego głównym celem jest połów walleye najróżniejszymi metodami spinningowymi oraz popularyzacja metody Catch and Release w USA. Zapraszamy serdecznie!
Nie wahaj się wahać, czyli moja przygoda z robieniem blach…

Kurcze…….!!! Która to już dziś!? Czwarta!? Cztery blachy urwane i tylko jedno marne trącenie… Niby branie, a może i to był jakiś badyl. Pora wracać. Do samochodu jest jeszcze dobre parę kilometrów a robi się już szarówka. W drodze do domu zastanawiam się, na co będę łowił w następny weekend. Pudełko przypomina raczej lodówkę studenta a nie wytrawnego łowcy szczupaków - bo za takiego uważają mnie znajomi - wędkarscy laicy. Nie wiem czemu, tzn. wiem … ale rzadko wyprowadzam ich z błędu.
Muchowa Słowenia

Znam taki kraj gdzie rzeki mają kolor turkusowy i wiją się w śród górskich szczytów. Znam taki kraj gdzie nad rzekami można zajadać się orzechami włoskimi. Znam taki kraj gdzie nad rzekami towarzyszą wędkarzowi kozy. Znam taki kraj gdzie w rzekach są takie ilości pstrągów, że nam Polakom ciężko to sobie wyobrazić. Wracam myślami tam często - Słowenia…
Bolesław Uryn (Boleebaatar) – podróżnik, wędkarz, fotograf – wywiad – część II

W poprzednim odcinku wywiadu, do którego lektury serdecznie zapraszam tematem przewodnim naszej rozmowy były podróże i związane z nimi doświadczenia Bolesława Uryna. Przyszedł czasy by przejść do kolejnych fascynacji naszego miłego gościa. Zapraszam zatem do drugiej części wywiadu, w którym poruszymy tematykę wędkarską oraz fotograficzną.
Bolesław Uryn (Boleebaatar) – podróżnik, wędkarz, fotograf – wywiad – część I

W ostatnich latach zauważyć można zachodzące zmiany w polskim wędkarstwie. Z dotychczasowego modelu, wędkarza domowego, wędkującego jedynie w naszym rodzimym kraju, Polski wędkarz przeistacza się w globtrotera, odkrywcę. Coraz częściej podróżuje po całym świecie w poszukiwaniu przygód, rekordowych ryb. Marzy by w końcu zrealizować wyprawy w trudno dostępne, niekiedy dziewicze zakątki naszego globu. Źródłem takich transformacji jest chęć łowienia niespotykanych w naszym kraju gatunków ryb, bicia życiowych rekordów oraz obcowania z dziką, odmienną przyrodą i kulturą. Inspiracją natomiast dla wielu wędkarzy jest niewątpliwie Bolesław Uryn, doktor nauk przyrodniczych, ichtiolog oraz niezależny reporter. Autor wielu publikacji oraz książek opisujących wyprawy wędkarskie w nieznane.
Konkurs z okazji XX-lecia pracowni Fishing Center – wygraj nagrodę o wartości 1200 złotych !!!

W roku 2010 warszawska pracownia wędzisk "Fishing Center" obchodzi XX-lecie swojej działalności. Bez przesady można powiedzieć, że fakt tak długiego nieprzerwanego istnienia pracowni rodbuilderskiej stanowi precedens na skalę światową. Z tej okazji właściciel pracowni - Pan Ireneusz Matuszewski oraz portal jerkbait.pl organizują konkurs dla forumowiczów jerkbait.pl na najlepszą relację z wyprawy wędkarskiej w roku 2010. Zwycięzca konkursu, wybrany w głosowaniu forumowiczów, otrzyma nagrodę ufundowaną przez pracownię Fishing Center którą jest dowolne zamówienie o wartości nie przekraczającej 1200PLN do zrealizowania w pracowni Fishing Center.
Jerkbait prezentuje: moja przygoda z rodbuildingiem – odcinek 4

Rodbuilding to piękne hobby, które potrafi łączyć ludzi na całym świecie – pokonując bariery językowe i różnice kulturowe. Przykładem może być opowieść naszego Kolegi z Ukrainy – Wiktora, który na jerkbait.pl odnalazł swoją rodbuildingową pasję – zapewne nie on jeden. Zapraszamy do lektury artykułu i zachęcamy innych monterów wędzisk do dzielenia się ze społecznością jerkbait.pl swoimi doświadczeniami!
Rozmowa z Mickiem Brown – wywiad dla JERKBAIT.pl

Mick Brown - niewątpliwie jego pasją jest łowienie szczupaków, dużych szczupaków. Wędkarz wszechstronny, łowiący wieloma metodami - spinning, mucha, żywiec oraz martwa rybka. Cały czas poszukujący optymalnych metod połowu tego najpopularniejsze w naszych europejskich wodach drapieżnika. Propagator akcji Catch and Release. Autor książek wędkarskich. Z wielką przyjemnością zapraszamy na wywiad z Mickiem.
Old school

Trafiłem na jerkbait.pl przypadkiem. Z wielką radością zauważyłem, że mocno promujecie wszelkiego rodzaju wędkarskie rękodzieło. I bardzo dobrze. Hand made, czy to przynęty, osprzęt, czy wędziska robione dosłownie w pojedynczych egzemplarzach zawsze uważałem za najwartościowsze. Czytając rodbuilderskie artykuły na Waszym portalu, zauważyłem, że nie znam chyba żadnego z piszących tam twórców wędzisk. Cóż, pomyślałem, młoda gwardia ... i zacząłem przypominać sobie dawne czasy... początki mojego rodbuildingu.... w ogóle początki rodbuildingu w Polsce. Zacząłem zastanawiać się, czy ktoś jeszcze pamięta, czy kojarzy jeszcze ktoś takie nazwiska, jak choćby Andrzej Ossowski czy Leonard Świdlicki?
Szwedzkie klimaty 2009

Aby oddać klimaty terenów, o jakich chciałbym Wam opowiedzieć trzeba się cofnąć do czasów, kiedy zamiast McDonalda funkcjonowały karczmy, a zamiast tramwajów wodnych pływali Flisacy. Ludzie kupili się wówczas w osadach i miastach bo okoliczne tereny były dzikie i objęte władaniem Natury. Nieliczni tylko śmiałkowie usiłowali wydrzeć puszczy jej skarby, bo chleb to, bez dzisiejszych maszyn i elektryczności, musiał być nielekki. Człowiek bez wsparcia „cywilizacji” nie był w stanie wówczas, tak mocno, jak w dniu dzisiejszym, oddziaływać na środowisko. Lasy były „bezkresne” i pełne zwierza, gleba i powietrze nieskażone.
VERTICAL FOR ZANDER – czyli rozmowa z Verticalfanatics

Serdecznie witamy na stronie www.jerkbait.pl. Na samym początku chciałbym wszystkim wam podziękować za czas, który poświęciliście dla nas odpowiadając na pytania forumowiczów. Jak już wiecie, metoda wertykalna jest w Polsce zabroniona (oprócz łowienia spod lodu) i w zasadzie jej tajniki nie są znane u nas w kraju. Dlatego cieszymy się bardzo, że odkrywacie przed nami tajniki metod stosowanych w innych zakątkach świata. No OK, posłuchajmy co macie do powiedzenia.
Salmo Salutus XI 2009

Łowienie salmonidów w środowisku wędkarskim często określane jest jako najwyższy stopień wtajemniczenia. Jeśli dodać do tego możliwość złowienia naprawdę dużej ryby, która sprawdzi nie tylko umiejętności wędkarza, ale i wytrzymałość sprzętu oraz samego wędkarza to mamy do czynienia z iście wybuchową mieszanką, która raz wszczepiona do podatnego organizmu rozprzestrzenia się niczym wirus (nie, nie AH1N1) i sprawia, że zainfekowany będzie wciąż kombinował co by tutaj… zresztą sami chyba wiecie jak to już jest…
Jak okiełznałem ukleję RH

Od jakiegoś czasu moją pasją są bolenie, zwane również srebrnymi torpedami. Sięgając pamięcią kilka lat wstecz, nie mogę sobie przypomnieć co mnie zauroczyło boleniem ale obecnie każdy wyjazd wędkarski podporządkowuję tej pięknej rybie. Może zauroczyła mnie ich trudność w złowieniu? Może ich widowiskowe ataki? A może ich spryt, czy sama w sobie tajemniczość? Nawet dziś nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania, ale jedno wiem na pewno - sprzedałem duszę boleniowi.
Najpopularniejsze
Reklama

